27.01.2015

[5]

          Hinata siedziała w hotelu podobnie jak niektórzy. Wszyscy stwierdzili iż będą w kontakcie dzięki Ino i szybko dołączą gdyby nagle stało się coś podejrzanego. Razem z nią w pokoju była Koyoshi i Konan. Granatowowłosa była cały czas jednak cicho i coś czytała. Kunoichi z piasku i liścia postanowiły jej nie przesadzać więc rozmawiały szeptem. Ponad to miały dużo spraw do omówienia. Żadna z nich bowiem się nie znała. Obie jednak uznały że szybko się dogadają.

          -Okay. Masz młodszą siostrę i ojca... Ja niestety nie mam rodziny.-wzdycha cicho ruda, ale po chwili ponownie na jej twarzy pojawia się uśmiech. Wyraża on jednak smutek.

          -Oh. Może zejdźmy na lżejsze tematy?-pyta Hinata, na co Koyoshi kiwa głową na znak zgody.-Dlaczego to ty zostałaś jinchuriki Shukaku, a nie Garra? W końcu dogadał się z jedynką.-fioletowooka uśmiechnęła się, jakby czekała na to pytanie od początku.

          -Moim zdaniem chodziło o to, że Kazakage próbuje odespać nieprzespane lata. Ta bestia przejmie nade mną kontrolę jeżeli zasnę. Poza tym zgłosiłam się. Sądziłam że skoro już straciłam w życiu najważniejsze i, i tak cierpię na bezsenność demon nic nie zmieni w moim życiu... W huj zmienił! Śmieje się ze mnie bez powodu. Temu demonowi nie można odmówić głupawego poczucia humoru.-rzuca.

          -Od kiedy demony mają poczucie humoru? Kurama, Matabi i Gayuki nie wyglądają na takich... Znaczy przynajmniej Kurama i Matabi.-poprawia się natychmiast Hyuuga.

          -Widziałaś ich? W jaki sposób?-pyta zdezorientowana ruda.

          -Naruto, Kimiko i Bee często ich przyzywają. Oczywiście w naszej wiosce ludzie się jeszcze nie przyzwyczaili do lisa siedzącego na ramieniu Naruto, lub biegnącego za nim i kłócącego się. Muszę jednak przyznać że wygląda to przezabawnie. -uśmiecha się na wspomnienia lisa goniącego za blondynem i krzyczącego na całe gardło. 

          -Czyli tylko Bee dogaduje się ze swoim demonem? To takie nie fer!-krzyczy i opada ze zbolałą miną na stolik.-Czasami mam wrażenie że Shukaku wkurza mnie specjalnie żeby mnie sprowokować.-rzuca z zawzięciem.-Nawet nie zgadniesz z czego ma największą zabawę.

          -Nie zgadnę.-przyznała Hinata i usiadła w fotelu słuchając koleżanki.

          -Z tego że często straszę nim Kankuro. Nie wiem dlaczego tak mnie nienawidzi, ale mam ochotę go rozszarpać.-wyjaśnia i siada na łóżku.

          Konan odkłada książkę i patrzy na nie z politowaniem. Dziewczyny na to jedynie obrzucają się porozumiewawczym spojrzeniem. Kunoichi z wioski kamienia wzdycha.

          -Dlaczego obie jesteście takie... Wkurzające?-zapytały, a zszokowane dziewczyny nie wiedziały co powiedzieć.-Żadna z was  nie powie osobie którą kocha że ją kurwa kocha! To oczywista oczywistość jeżeli chodzi o wasze uczucia. Hinata ciebie nie rozumiem jednak najbardziej. Kochasz Naruto od dzieciństwa, a wyznałaś mu miłość raz! Zlituj że się! Ty za to Koyoshi jesteś zakochana w Kankuro i czuć twoje uczucia na jakieś kilometry! Wiem dlaczego Shukaku się z ciebie nabija! Nie potrafisz wyznać najprostszych uczuć. To samo z tym pieprzonym Kibą i Naruto. Idioci też trzymają uczucia w sobie zamiast powiedzieć!-wybucha.-Sama byłam głupia i nic nie mówiłam, aż było za późno.-wyszeptała. Dziewczyny patrzą na siebie, gdy nagle po pokoju roznosi się głuche pukanie do drzwi.-Proszę!-krzyczy Konan i jakby nigdy nic wraca do lektury.

          Przez drzwi wchodzi Naruto i Bee. Obaj są uśmiechnięci, dopóki Naruto nie zauważa Hinaty. Nagle stał się autentycznie spięty. Bee widząc zachowanie przyjaciela za wszelką cenę stara się nie zaśmiać. Po strasznie długiej chwili udaje mu się ogarnąć.

          -Ino nas wzywa. Aisu jest już w domu, poza tym Kiba czuje że coś jest nie tak. Zdaniem Naruto i Ino jest duże prawdopodobieństwo że ma racje więc idziemy się prze...

          -Są! Szybko tu przybądźcie! Jest ich siedmioro nie damy rady się długo bronić!

          Nagle w głowach wszystkich pojawia się jedna informacja. Wszyscy wstają i wiedzą co mają zrobić. Konak znika, a na jej miejsce pojawia się paręset karteczek papieru. Kunoichi natychmiast ruszyła po towarzysza. To samo zrobiła Koyoshi i Bee. Naruto i Hinata natychmiast wybiegli z hotelu i ruszyli biegiem w stronę domu Asakury. Hinata aktywowała Byakugan.

          -O nie!-rzuca. Uzumaki przygląda się jej czekając na wyjaśnienia. Hyuuga natychmiast staje.-Znalazła nas!-rzuca. Naruto od razu pojął o co jej chodzi. Wokół niego pojawiła się chakra Kuramy. Złapał Hinatę za rękę która poczuła silny napływ chakry. Patrzy na niego zdziwionym spojrzeniem.

          -Chakra ci się tak szybko nie wykończy, ponad to będę mógł cię teleportować.-wyjaśnia sytuację. Nagle przed nimi pojawia się niewysoka kobieta. Ma białe jak śnieg włosy i oczy. Od razu widać że jest posiadaczką Byakugan'a. Uśmiecha się z wyższością.

          -Witaj Hinata. Powiedziała bym że miło cię widzieć, ale było by to kłamstwo. A to bohater Świata, czyż nie? Najsłabsza kunoichi i najsilniejszy ninja... Ciekawe połączenie.-rzuca. Hinata ustawia się gotowa do ataku lub obrony.

          Hokime rzuca w jej kierunku shuriken z zawrotną prędkością. Dziewczyna jednak znika i od razu pojawia się metr dalej. Białowłosa krzywi się z niezadowolenia i rusza. Wymierza mocny cios w głowę Uzumakiego. Jednak chybia. Zaciska zęby. Nagle jej włosy zmieniają barwę na krwisto czerwony, a skóra staje się krystalicznie biała. Odwraca się do shinobi. Jej oczy są koloru czarnego, ponad to wypływa z nich krew. Odwraca głowę i wypluwa krew z ust. Jej kły są dwa razy dłuższe niż przed chwilą, a na czole pojawił się znak 'nienawiść'. Jej paznokcie zmieniły się w pazury.

          Nagle zniknęła. Zdezorientowana para starała się skupić. Hinata aktywowała Byakugan i nagle została mocno uderzona w plecy z taką siłą, że granatowowłosa na chwile nie może złapać tchu. Uzumaki natychmiast ją złapał. Hokime ruszyła na nich. Uzumaki natychmiast się teleportował.

          Teraz stał z Hinatą na rękach przed posesją Asakury. Naruto odstawił Hyuugę, aby chwile odsapnęła. Ta miała nieobecny wzrok. Uzumaki stanął przed nią.

          -Jesteś cała?-zapytał, dziewczyna pokiwała głową.-Musimy pomóc reszcie! Jeżeli inni są tak silni jak ona mamy całkowicie przerąbane! Hinata znajdziesz ich.-dziewczyna obudziła się i kiwnęła głową.

          Ponownie aktywowała Byakugan i zaczęła szukać wszystkich. Czuła się jak by szukała igły w stogu siana. Kiedy jednak wyszła za mury wioski znalazła ogromną polanę na której wszyscy walczyli. Natychmiast ruszyła, a Uzumaki za nią.

          -Dlaczego ona jest tak cholernie szybka?-pyta blondyn. Granatowowłosa nie odpowiada.-To jest coś podobnego do techniki Obito.-zauważył Uzumaki.

          -Nie sądzę że to ma jakiś związek. Myślę że to sprawa jej demona. Cieszę się jednak że nie ma, aż tak nadludzkiej siły jak Sakura.-myśli na głos Hina. Naruto skina jej głową.

          -Hinata gdzie dokładniej jest to miejsce? Postaram się nas teleportować.-powiedział i poczuł mocne uderzenie w brzuch. Hinata została odepchnięta i z ogromną siłą uderzyła w drzewo.

          Czerwone włosy zafalowały. Blondyn na chwile stracił świadomość. W tym czasie w jego ciało wszedł wściekły Kurama. Odpowiedział Hokime z tą samą siłą i szybkością. Widząc lecącą w powietrzu kunoichi kontem oka spojrzał na Hinatę. Słysząc bicie serca po prostu ją zignorował. Na razie zdawał sobie sprawę że musi ją ochronić bo w innych wypadku Naruto go zamorduje i wypcha nie patrząc na to iż sam może zginąć.

          Pierwszy atak demona okazał się wyjątkowo skuteczny. Natychmiast przeszedł do obrony próbując grać słabego i odciągnąć wroga od kunoichi. Natychmiast bez namysłu poinformował o tym ósemkę. Demon obiecał że niedługo Poprosi Ino, aby przybyła na miejsce. Kurama w ten sposób stwierdził iż zostawił Hinatę w dobrych rękach i zaczął odciągać przeciwniczkę która nagle stanęła i spojrzała na ogoniastego z wyższością. Odwróciła się i zniknęła. Kyuuib przeklął i teleportował się do Hyuugi.

          Nie wyczuwając chakry wroga, ani innego demona poza jedynką, dwójką i ósemką zaczął kląć. Oddał ciało Naruto. Blondyn przywołał lisa który usiadł obok Hinaty. Czerwona chakra wokół ciemnowłosej zniknęła. Uzumaki wziął dziewczynę na ręce i wszedł w tryb mędrca. Znajdując ślad chakry Ino natychmiast ruszył. Lis biegł obok niego czując co dziwne wyrzuty sumienia, że nie przejął perspektywy wcześniej i nie zdołał ochronić, ani blondyna, ani kunoichi.

          Ino siedziała na polanie nad ciałem Konan. Obok leżał nieprzytomny Kiba. Kunoichi z wioski kamienia miała na wylot przebite prawie całe prawe płuco i mocno naruszone serce. Łzy spływały Ino po policzkach. Granatowowłosa kunoichi wiedziała że zginie. Ino jednak nie dawała dopuścić do siebie myśli iż nigdy nie zobaczy złotych oczu przyjaciółki. Kolejny raz krzycząc Konak złapała ją szybko za rękę.

          -Ino dość...-wysapała. Yamanaka spojrzała na nią z bólem.-Kiba jest w złym stanie i na dodatek zaraz przybędzie Naruto z Hinatą. Potrzebujesz chakry, a mnie i tak nie ochronisz.-sapie i kaszle między zdaniami. Powoli się dusi.-Już raz zginęłam... Razem z Jahiko i Nagato poumierały cząstki mnie... Proszę daj mi w końcu zaznać spokoju...-prosi, a z jej oka wypływa łza. Wszyscy odwracają wzrok próbując nie płakać.-Daj mi po prostu zginąć i pochowaj mnie z przyjaciółmi...-kończy. W tym momencie jej serce staje, a ona zamyka oczy.

          Ino patrzy na nią nieobecnym wzrokiem, ale szybko bierze się w garść biorąc sobie do serca słowa przyjaciółki. Podchodzi do Kiby rozpina jego kurtkę i powoli zabiera się do leczenia. Szybko przeżywa szok widząc jego obrażenia wewnętrzne. Ma przerażony wyraz twarzy. Gdyby zajęła się Konan choć by 10 minut dłużej Kiba mógł by już nie żyć. Zaczyna powoli leczyć przynajmniej do czasu, aż zjawi się Naruto który prze teleportuje ich do szpitala. Po 20 minutach blondynka zaczyna panikować bardziej.

          -Koyoshi! Potrafisz kontrolować piasek?!-krzyczy. Kunoichi z piasku lekko zdziwiona pytanie odpowiada na pytanie twierdząco.-Bee poinformuj Naruto żeby skierował się do szpitala! Kiba nie może dłużej na niego czekać!-nagle pod Yamanaką i Inazuką pojawił się piasek. Podobnie jak pod resztą towarzyszy. 

          Koyoshi zaczęła ich powoli przenosić w stronę szpitala modląc się, aby zdążyć. Podobne mdły wznosiła Ino. Serce stawało jej ze strachu. Mocno starała się nie płakać. Czuła że to jej wina. Gdyby nie siedziała tyle nad Konan, Kiba najpewniej nie potrzebował by operacji. Blondynka klęła swoją głupotę i bardzo mocno myślała co by zrobiła Sakura. Teraz na prawdę pragnęła, aby różowowłosa ninja była na tej samej misji.

          Po piętnastu minutach wyczerpana Koyoshi odstawiła wszystkich na ziemi i zaczęła mocno sapać. Ze szpitala natychmiast wybiegli lekarze. Ino złożyła im krótki raport i oznajmiła że musi skończyć co zaczęła. Lekarze zgodzili się, aby poprowadziła operację. Jeden poszedł z Kibą, a drugi pobiegł z Ino pokazać gdzie dziewczyna ma się przygotować do operacji.

          Między ninja zapadła cisza. Nikt nie chciał tego wszystkiego komentować. Nie dość że Aisu została porwana to jedna osoba nie żyje, a dwie są poważnie ranne. Najgorsze było jednak przed nimi. Musieli złożyć raport, a nie obędzie się bez krzyku i złości. Wszyscy byli zdołowani. Zwłaszcza że mała Asakura próbowała im pomóc stosując swoje techniki lodu. Niestety nic się nie udało. Największe wyrzuty sumienia miała jednak Kimiko która zapomniała że ma się nawzajem chronić z Inazuką, a tak właściwie go praktycznie zignorowała. Teraz czuła się winna że jego stan jest krytyczny.

          -Kto idzie złożyć raport?-pyta nagle przygnębiony Dan. Wszyscy siedzą cicho.-I kto zostaje w szpitalu... No wiecie żeby Ino i Naruto nie wracali sami.

          -Ja zostanę.-rzuca Kankuro. Za nim staje Koyoshi i Kimiko.-Kto idzie zdać raport w takim radzie?-nikt nie chce odpowiedzieć. Z ciszy jednak wyłania się słaby głos.

          -Ja pójdę. To mój brat. Powinien dowiedzieć się tego ode mnie.-wyjaśnia Bee.-Wy wracajcie do hotelu i odpocznijcie.-kończy i znika.

          Wszyscy wracają do hotelu, poza Kankuro, Koyoshi i Kimiko, którzy skierowali się do szpitala. Z tego co dowiedzieli się podczas drogi Naruto trafił do szpitala dziesięć minut przed nimi. Poszli do recepcji. Pielęgniarka udzieliła im zbędnych informacji w jakiej sali jest operowany Kiba. Hinata doznała sporych obrażeń jednak nie zagrażających jej życiu. Do niej postanowił iść Kankuro i Koyoshi. Kimiko chciała być blisko Ino. Czuła że Yamanaka naprawia to co ona schrzaniła i to do reszty.


***

          Haruno szła smutno ulicą. Dlaczego? Właściwie sama nie wiedziała. Nie rozumiała dlaczego. W końcu wszyscy złożyli jej życzenia, a reszta była na misji... Właśnie ta dość ważna reszta. Prawie każde urodziny spędzała z Ino. Potem doszła Hina, a rok temu Temari, Tenten, Karin i Kimiko. Skręciła w jedną z najbardziej ruchliwych uliczek. Widząc że jest opustoszała poczuła się dziwnie nieswojo. Nagle coś padło przed nią. Różowowłosa kunoichi podskoczyła ze strachu, po czym znalazła pod nogami różową karteczkę.
Pozdrawiamy z altany Uchiha! ~Karin, Tenten, Tamari, Shikamaru, Sasuke...
          Czytając długą kartkę z podpisami aż poczuła rozdzierające od środka przyjemne ciepło. Natychmiast ruszyła w stronę parku. 

          Stanęła przed altaną. Było w niej ciemno, aż po sekundzie wszystkie lampiony na raz zostały zapalone. Widziała twarz swoich przyjaciół. Rozpromieniła się i wszystkich kolejno uściskała. Ostatni w kolejce byli Sasuke i Karin którzy o dziwo się nie zabili. Sakura przyglądała się im z lekko przymrużonymi oczami, zastanawiając się dlaczego Uzumaki i Uchiha stoją obok siebie.

          - Nie patrz tak na mnie! - krzyknęła Karin z pulsującą na czole żyłką. - Nie zabiłam go jeszcze ze względu na ciebie, a więc proszę nie patrz na mnie jak bym zaraz miała się na niego rzucić i wydrapać oczy! W sumie to nie jest zły pomysł. - Zauważyła i uśmiechnęła się głupawo. - A teraz na serio. Życzenia ci złożyłam, a prezent dostaniesz u mnie w domu. - uśmiechnęła się i zniknęła jej z oczu.

          - Więc... Sto lat. - chciał jeszcze coś dodać brunet, ale został popchnięty przez granatowowłosą kobietę.

          - A więc tak! - zaczęła Anko uśmiechając się i prawię skacząc z podekscytowania. - Sto lat szczęścia i idziemy na porodówkę. - Sakura chwile jej się przyglądała nie rozumiejąc co się dzieję. - Sakura! Musimy iść na porodówkę! Rozumiesz że ja wiem że to już teraz! - krzyknęła podekscytowana. Haruno natychmiast zaczęła panikować w umyśle. Zwłaszcza że 
wszystko zaczęło się miesiąc wcześniej.

          - Sasuke... Teleportuj mnie i Anko do szpitala i leć po mistrza Kakashiego... - rzuciła cała blada. Uchiha od razu stanął blady jak ściana, ale wykonał polecenia różowowłosej. Natychmiast ruszył do Hatake.

          W szpitalu Sakura była już na porodówce i co najzabawniejsze to nie Mitarashi czekała na nią, a Haruno na Anko która chciała jeszcze coś zjeść. Różowowłosa była trochę załamana jej zachowaniem, zwłaszcza, że na sali był jeszcze Kakashi. Drzwi w końcu się uchyliły. Anko przez nie przeszła spokojnie kończąc dango.

          - Teraz mogę zacząć rodzić. - uznała spokojnie. Haruno miała ochotę płakać. Zastanawiała się dlaczego jej mistrz związał się z kimś tak... beztroskim. Sprawdziła rozwarcie i załamała się jeszcze bardziej.

          - Anko! Masz 10 centymetrowe rozwarcie! - wrzasnęła na Mitarashi. Anko spojrzała na nią, a potem w sufit.

          - Przestań na mnie krzyczeć bo się zestresuję. Przyjmuj ten poród bo już kolejnej godziny z tym brzuchem nie wytrzymam. - rzuca. - I od razu mów czy to chłopiec czy dziewczyna.

          - Oczywiście. - zgodziła się Sakura.

          Po piętnastu minutach ( o dziwo szybko ) urodziła się dziewczynka, ale co bardzo zaskoczyło Sakurę to nie był koniec.

          - Anko...

          - Dziewczynka, czy chłopiec!? - krzyknęła pośpieszając różowowłosą. Ta podała jej dziecko. - Jaka ona malutka... - szepnęła i złapała dziecko za rączkę. - Hej! To ja. Mamusia. - zaczęła mówić do niemowlęcia. Sakura jednak mimo tej rozczulającej sytuacji Zachowała zimną krew. - Szkoda tylko że mamusia przegrała zakład, ale się nie martw i tak cię kocha.

          - Anko... Jeszcze nic straconego... Idzie drugie... - Mitarashi patrzyła na nią jak na idiotkę.

          - Sakura nie żartuj tak...

          - To nie żart... Byłaś w ciąży bliźniaczej, a za jakieś parę minut przyjdzie na świat drugie dziecko. Wracam do niego.

          - Dwoje dzieci... Ciąża bliźniacza. Kakashi miał rację. - zaczęła bredzić Mitarashi.

          - A jak nazwiesz córeczkę? - zapytała Haruno.

          - Nie zastanawiałam się nad tym. Myślałam że to będzie chłopiec i nawet nie przemyślałam imienia. Może ty mi podpowiesz... - zapytała.

          - To nie moje dziecko nie mogę... - chciała coś powiedzieć, ale widząc mordercze spojrzenie granatowowłosej szybko przeszukiwała umysł. - Może Shiruba?

          - Prześliczne...

          - Chłopiec! - krzyczy Sakura. Anko uśmiecha się i bierze do ręki drugie dziecko.

          - Witaj na świecie Sakumo. Zawołaj Kakashiego! W końcu to nie tylko moje dzieci. - zaśmiała się wesoło Anko ściskając swoje pociechy.

20.01.2015

[4]

          Hanabi ćwiczyła na polu treningowym nr 3. Chciała opanować do perfekcji swoją naturę ognia. Nie było to łatwe, ale tym bardziej trudne. Uważała że skoro jej starsza siostra opanowała naturę ognia, to jej się to uda tym bardziej. Chwile przysiadła na drzewie. Usłyszała szmer w krzakach. Szybko aktywowała swój Byakugan i rzuciła w stronę chakry shuriken. Powoli zeskoczyła w kierunku niebieskiej poświaty. Na trawie siedziała po turecku jakaś dziewczyna która nawet nie zauważyła wbitego z ziemię shurikena. Dziewczyna miała rude włosy zaczesane w kitki i bladą karnację. Hanabi chwile się jej przypatrywała, aż w końcu postanowiła się odezwać.

          -Hej!-krzyknęła, a ruda prawie się wywaliła. Dziewczyna natychmiast wstała. Była niewiele wyższa od Hanabi. Miała czarne oczy i czerwone rumieńce na policzkach. Spojrzała na Hanabi i mocniej się zaczerwieniła.

          -O nie! Trenujesz tu!?-zapytała, a Hyuuga lekko kiwnęła głową.-Bardzo cię przepraszam. Myślałam że nikogo tu nie ma. Nie chciałam ci przeszkadzać. Ja... po prostu miałam tu ćwiczyć z drużyną.-wyznała, a po chwili dodała:-Jeżeli chcesz żebyśmy ci nie przeszkadzali to możemy iść na inne pole.-wzruszyła beznamiętnie ramionami.

          -Tego nie powiedziałam!-zaczęła spokojnie Hanabi.-Nie mam nic przeciwko żebyście tu zostali... Tak właściwie to trochę się nawet nudzę sama.-przyznała.

          -A co ćwiczysz?-uśmiechnęła się nieznajoma, a po chwili uderzyła się w czoło.-Och! Gdzie moje maniery! Mam na imię Moegi.

          -Ja mam na imię Hanabi. A ćwiczę kontrolę nad naturą.-odparła i usiadła obok nowo poznanej towarzyszki.-I wyprzedzając twoje pytanie. Moją naturą jest ogień.

          -Niezła jesteś. Moja drużyna mówi mi, że jestem przewidywalna, ale nie sądziłam że aż tak bardzo.-odparła troszeczkę zdumiona.-Mój kolega ma dominującą naturę ognia, ale posiada tez naturę wiatru. Ja natomiast posiadam naturę błyskawicy i wody. A mój drugi kolega posiada naturę ziemi.-opowiedziała z lekkim uśmiechem.

          W tym momencie dziewczyny usłyszały szeleszczenie liści. Hanabi natychmiast aktywowała Byakugan, a po chwili go dezaktywowała. Kiwnęła głową w kierunku polany. Na jej środku stało dwóch nastolatków. Oboje mieli po 15-16 lat. Ten który stał przodem nie grzeszył urodą. Miał duże okrągłe okulary na nosie i przymulone oczy. Drugi chłopak był odwrócony do nich tyłem. Miał zawiązany na szyi niebieski szal. Jego włosy były kasztanowego koloru.

          Kiedy Moegi miała ich zawołać Hanabi przytrzymała jej usta ręką po czym nachyliła się nad jej uchem i wyszeptała.

          -Ani mru mru. Choć ich nastraszyć.-wyszeptała, a ruda uśmiechnęła się zadziornie. Nastolatka wyjęła z torby bomby dymne i podała nowo poznanej koleżance. Hanabi wzięła je do ręki. Dziewczyny wspięły się na drzewa i rzuciły w stronę chłopaków bomby które wybuchły im idealnie pod nogami. Dziewczyny zeskoczyły w dym.

          Kidy tylko Udon poczuł na ramieniu czyjąś rękę zaczął głośno krzyczeć. Moegi natychmiast zakryła mu ręką usta i obezwładniła.

          Hanabi nie poszło tak łatwo. Doszło do walki wręcz. Hanabi starała się unikać ciosów i przy okazji miała aktywowany Byakugan więc miała przewagę. Teoretycznie. jej przeciwnik był jednak wyższy i silniejszy. W końcu Hanabi nie zauważając sporego kamienia potknęła się. Mgła w tym momencie natychmiast opadła. Chłopak z którym walczyła obezwładnił ją. Odwróciła wzrok w kierunku Moegi która patrzyła na tą sytuację bez reakcji. Udon za to skakał i klaskał w ręce.

          -Jeżeli chcecie nas 'nabrać' polecam się bardziej wysilić.-rzucił chłopak. Jego głos brzmiał 'dorośle' jednak wyglądał jak by dopiero przeszedł mutację. Puścił Hanabi i pomógł jej wstać.-Moegi co to za dziewczyna.-zapytał szatyn i spojrzał na koleżankę z drużyny.

          -Umiem się przedstawić.-warknęła zła Hanabi. Zdenerwował ją fakt iż pierwszy raz od jakichś  pięciu lat przegrała i to z kimś z poza jej klanu.

          -No więc się przedstaw.-uśmiechnął się zadziornie chłopak. Hanabi momentalnie zapragnęła zetrzeć mu ten uśmieszek z ust.

          -Mam na imię Hanabi z klanu Hyuuga.-rzuciła ozięble i odwróciła wzrok.

          -Ja się nazywam Konohamaru Sarutobi, a tamten chłopak...-wskazał ręką na kolegę w okularach który pomachał do Hyuugi.-to Udon. Całkiem nieźle walczysz. To znaczy że musisz być z trzonu klanu. Zgadza się?-zapytał. Hanabi zadziwiona jego wiedzą jedynie kiwnęła głową.-Skoro nie nosisz ochraniacza nie jesteś ninja... Czyżby przyszła głowa klanu, a zarazem córka Hiashi'ego Hyuugi i siostra Hinaty Hyuugi?

          -Bawisz się w detektywa czy jak?-zapytała Hanabi, a chłopak się zaśmiał.-Co cię tak śmieszy?-zapytała zirytowana dziewczyna.

          -To że pokonałem przyszłą głowę klanu.-skończył się śmiać i uśmiechnął się szeroko. Widać było w jego policzkach urocze dołeczki.-A tak właściwie po co trenujesz skoro władze nad klanem masz jak w banku?-w Hanabi się coś zagotowało. Była cała czerwona ze złości. Ręce zwinęła w pięści, a jej długie paznokcie przebiły skórę na ręku. Krew powoli spływała na ziemię.

          -To nie jest takie proste jak w klanie Sarutobi. U nas jeżeli chce się przejąć władzę trzeba być silnym...

          -Nie jesteś silna skoro cię pokonałem.-droczył się z nią dalej Konohamaru. Hanabi nie wytrzymała. W jej ręce pojawił się płomyczek, a po chwili jej pięść uderzyła w brzuch wnuka trzeciego. Ten zrobił dwa kroki w tył jak by nawet nie poczuł uderzenia.-To jest natura ognia? Serio? Błagam cię. W twoim wieku spokojnie kontrolowałem ogień i uczyłem się kontroli nad wiatrem.-nie dokończył bo zapomniana przez wszystkich Moegi krzyknęła za nimi.

          -Konohamaru! Jesteś w jej wieku. Różnicie się jedynie rocznikiem.-krzyknęła do niego, a Sarutobi zrobił się lekko czerwony z zażenowania.

          -Wiem Moegi! Nie musisz przypominać!-odkrzyknął.

          -Tak poza tym to nie kontrolujesz jeszcze ognia 'idealnie'.-dorzucił Udon jeszcze bardziej upokarzając kolegę. Hanabi cicho zachichotała.-Poza tym sądzę że gdyby chciała mogła by cię pokonać ze związanymi rękami.-Konohamaru znowu się rozpromienił, a Hanbi lekko wystraszyła tą nagłą zmianą nastrojów.

          -Z zawiązanymi rękami powiadasz...-Hanabi spojrzała na Udona i Moegi błagającym spojrzeniem, ale kiedy odpowiedź nie padła postanowiła wziąć sprawy we własne ręce.

          -Co to za wygrana? Najpierw pokonaj mnie tak.

          -Czy to propozycja, czy wyzwanie?-zapytał uśmiechając się.

          -I jedno i drugie. Mamy dwóch sędziów którzy przypilnują abyśmy nie kantowali.-Konohamaru zastanawiał się przez chwilę.

          -Zgoda. Zasady są takie. Żadnych jutsu i bomb dymnych oraz broni. Moegi i Udon to nasi sędziowie.

          Ustawili się w odpowiedniej pozycji. Pierwsza ruszyła Hanabi z zawrotną szybkością celując w głowę przeciwnika. Konohamaru jednak to przewidział i bez trudu zablokował jej rękę uśmiechając się wymownie. Hanabi coraz bardziej irytowała się. Wykonała wykop z półobrotu. Włożyła w niego całą siłę i szybkość. Sarutobi złapał z trudem jej nogę, ale cofnął się o krok z powodu siły uderzenia. Najwyraźniej bawiło go zdeterminowanie Hyuugi. Wykręcił jej nogę pod takim kontem że nie było szans aby złapać równowagę. Szatynka uderzyła mocno o ziemię. Wodniosła się na rękach i wykrzywiła. Ona już nie była zła. Była wściekła. Podniosła się. Jej twarz był cała czerwona. Wokół oczku pojawiły się żyłki. Teraz Sarutobi wydawał się całkowicie skupiony. Moegi i Udon przyglądali się walce i co chwila wykrzywiali twarz w grymas zdziwienia. Zadziwiła ich siła taijutsu zarówno Hanabi jak i Konohamaru. Konohamaru jednak nigdy nie był tak dobry, a Hanabi dopiero poznali więc nie mogli nic wielkiego powiedzieć na jej temat.

          Hyuuga ruszyła, a na jej dłoniach pojawiła się błękitna charka. Z zawrotną szybkością ruszyła do ataku. Sarutobi w skupieniu robił uniki. Teraz jednak to on był na przegranej pozycji. Wściekła Hanabi była niemalże nie do pokonania. Uderzyła z taką siłą że wnuk trzeciego Hokage odskoczył trzy metry do tyłu. Hanabi jednak była nie skupiona wykonując atak i nie zablokowała dostępu chakry. Moegi wydała się wyraźnie przerażona. Udon za to analizował każdy krok walczących. Konohamaru widocznie coraz bardziej zmęczony najwyraźniej postanowił to szybko zakończyć. Podniusł ręke, a Hanabi znieruchomiała czekając na jego ruch.

          -Poddaję się.-rzucił, a wszystkich osłupiło. Nikt nie był w stanie się odezwać. Pozostała trójka poprosu stała. Byakugan Hanabi dezaktywował się. Po chwili zdołała wydobyć z siebie zdanie.

          -Jaja sobie ze mnie robisz!?-zapytała.-Nie po to męczę się żebyś ty teraz zrezygnował!-krzyknęła. Na jej ręce pojawił się ogromny płomień.

          -To jest właśnie natura ognia.-odparł i wskazał na dłoń zszokowanej Hanabi. Ta ją podniosła i przyjrzała się płomieniowi.-Nie każdy potrafi opanować ten żywioł w spokoju. Są osoby które trzeba mocno rozwścieczyć, aby zrozumiały jak działa ta natura.-w tym momencie Hanabi spojrzała na Konohamaru nie jak na dzieciaka, a jak na nastolatka bardziej doświadczonego od niej. Nastolatka który ma więkrzą wiedze od niej. Ponadto dopiero teraz przyjrzała się dokładniej jego twarzy. Szybko odwruciła wzrok.

          -Dzięki.-mruknęła i zniknęła. Natychmiast ruszyła do domu przy okazji się mocno rumieniąc. Miała ochotę zniknąć za drzwiami mieszkania i już nigdy nie wychodzić na zewnątrz.

          Wbiegając po schodach do swojego pokoju zastanawiała się dlaczego Konoahamaru jej 'pomógł' w opanowaniu jej natury. Przynajmniej początkowo. Po drodze ominęła swoją 'niańkę' Horiwi. Była ona trzecią opiekunką jednak jak na razie to ją polubiła najbardziej. Ciemnowłosa kobieta widząc pędzącą do pokoju Hanabi stanęła jej na drodze. Szatynka zatrzymała się.

          -Panienka nie miała ćwiczyć swojej natury na placu treningowym?-zapytała, a Hyuuga cicho prychnęła.

          -Wystarczy mi tych ćwiczeń jak na jeden dzień.-rzuciła i próbowała przejść, ale Horiwi nie dawała za wygraną.

          -A te rumieńce skąd się wzieły, bo napewno nie od ćwiczeń?-szatynka poczuła się osaczona. Błagała w myślach, aby nagle ktoś ją zawołał. Nic takiego się jednak nie stała. Zaczęła głośno przeklinać w umyśle, ale odpowiedziała.

          -Poznałam parę osób. To wszystko... I odpowiadając na kolejne pytanie, nazywali się Udon, Moegi i Konohamaru. Teraz daj mi przejść.-syknęła. Ten ton mimo iż nie podobał się Horowi to kobieta przepuściła nastolatkę. Kiedy za dziewczyną zamknęły się drzwi pokojówka lekko się usmiechnęła.

          -Och ta nastoletnia miłość... Ciekawe czy chodzi o Udona, czy Konohamaru.-westchnęła i poszła w głąb korytarza.

          Hanabi weszła do własnej łazienki i odkręciła kurek nad umywalką. Umyła ręce które były całe we krwi. Nagle zaczęła żałować że nie ma Hinaty z którą zawsze mogła pogadać i która zawsze leczyła jej przypadkowe rany które powstały z jej własnej głupoty. Chciała obgadać z siostrą wszystkie uczucia które teraz niszczyły ją od środka. Bardzo żałowała w tym momencie że nie ma przyjaciółki. Kiedy jej nie było Hinata zawsze miała do kogo pójść. Ona nie. Nagle wpadła na pomysł. Wybiegła z pokoju i ruszyła biegiem do gabinetu ojca.

          Zanim weszła zapukała. Po usłyszeniu standardowego 'Proszę', otworzyła drzwi.

          -O co chodzi Hanabi?-zapytał, a nastolatka stanęła w drzwiach.

          -Tato... Wiesz że rzadko mam do ciebie... Spore prośby, a ta będzie wręcz nie do przyjęcia, ale proszę mnie wysłuchaj.-Hiashi odłożył papiery na stół i wskazał ręką aby mówiła dalej.-Chce zostać kunoichi...-poprosiła. Pan Hyuuga nie wiedział jak zareagować. W końcu postanowił się odezwać.

          -Dlaczego moja córka chciała by zostać ninja?-spojrzał na nią przenikliwie. Ten wzrok zdradzał jego niepewność. W takim wypadku argumenty strony przeciwnej musiały być nie dość że 'różowe' to jeszcze prawdziwe.

          -Ja... Poprostu chciałabym być leprza. Będąc kunoichi będę mogła nauczyć się czegoś nowego, a ponad to cały czas była bym na treningu.

          -Hanabi. Chce poznać prawdę.-ton głosu Hiashiego bardzo zaskoczył Hanabi która po 
raz pierwszy słyszała tak delikatnego ojca.

          -Dobrze. Chodzi o to że nie mam przyjaciół. Kiedy nie ma Hinaty nie mam z kim pogadać. Oczywiście że mam Horiwi, ale nie mogę z nią gadać o wszystkim. Poza tym zawsze chciałam być podobna do Hinaty, a ona naraża swoje zdrowie dla dobra wioski. O to chodzi.-zakończyła. Hiashi zastanawiał się nad doborem słów. W końcu odezwał się.

          -Zgadzam się. Kakashi na pewno zgodzi się na przyśpieszone egzaminy, i szybki egzamin na chunina żebyś natychmiast zrównała się z dzieciakami w twoim wieku. Na razie do niego pójdę i zapytam czy to w ogóle możliwe.-szczęśliwa Hanabi rzuciła się ojcu na szyję i cały czas wykrzykiwała jedno słowo, a było nim 'Dziękuję'.


***

          W gabinecie raikage stało mnóstwo osób z różnych wiosek. Wszyscy byli zestresowani. Niedługo miała zaatakować Hokime, a dzieciak którego mieli ochraniać spóźniał się. Raikage wytłumaczył że dziecko to posiada demona ciemności - Yami. Yami jest w przeciwieństwie do niektórych demonów kompletnie pozbawiony przemocy, ale jest również uległy i łatwo nim sterować. Zapieczętowano go w Aisu Asakurze. Nagle przez drzwi wpadła ok. 8 letnia dziewczynka o długich do pasa zielonych włosach związanych w kucyk i czarnych oczach. Widząc całe zgromadzenie stanęła i zaczęła spokojnie przyglądać się shinobi. Raikage zaczął być czerwony ze złości.

          -Aisu! Nie dość że spóźniona to jeszcze bez opieki!-zaczął krzyczeć, ale uciszył go Bee.

          -Bracie spokojnie. To jeszcze dziecko. Może wyjaśnij jej dlaczego tu wszyscy jesteśmy, a nie się na nią drzesz.-A aż spojrzał na brata. Nie odezwał się jednak szybko. Próbował ochłonąć.

          -A więc tak. To jest Aisu. Jej matka jest z klanu Yuki, który posiada umiejętność tworzenia lodu...-w tym momencie przerwał mu Kiba z wyraźnym zaskoczeniem na twarzy.

          -Zaraz. Ale klan Yuki nie przynależy do kraju wody?-zapytał Inazuka, a reszta mu przytaknęła. Zanim jednak ktoś zdążył się odezwać Aisu zaczęła wszystko tłumaczyć.

          -Owszem. Moja matka jednak opuściła swój kraj i zamieszkała z ojcem w wiosce 
chmur. Stąd członkini klanu Yuki w kraju błyskawicy.-wyjawia z niespotykaną pewnością siebie.

          -Dokładnie.-zgadza się z nią przywódca wioski.-Posiada ona Uwolnienie Lodu i ma na dodatek ma w sobie demona tym samym jest jeszcze bardziej atrakcyjna dla tej zarazy Hokime.-wyjaśnia Raikage. Wszyscy przyglądają się dziewczynce z zainteresowaniem.-Podejrzewam że ta wariatka uderzy jeszcze dziś i będzie osobiście z piątką swoich najlepszych ludzi. Nie sądzę, aby was zignorowała dlatego tym bardziej na siebie uważajcie i na małą. Jej rodzice również chcieli być w waszym gronie, ale nie mogli. Miałem dla nich ważną misję. Dlatego proszę was, abyście mnie nie zawiedli. To mają robić mała. Ochronią cię puki jesteś zagrożona.-rozjaśnia sytuacje. Nikomu w pomieszczeniu nie umknęło że A traktuje Aisu jak własną córkę.

          -Nie sądzę żebym była bezpieczna. Jeżeli tak wiele zrobiono żeby mnie ochronić przeciwnik musi być silny... Zwłaszcza że przyciągnęliście tu cztery inne demony. Czułam je 2 kilometry zanim jeszcze przybyły...-rzuca wszystkich szokując swoją zadziwiającą inteligencją. Mało dzieciaków doszło by do takich wniosków.-Będziecie tak za mną łazić wszyscy, kryć się czy grupkami?-pyta pewnie i zarazem złośliwie. Wszyscy patrzą na siebie i potakują wiedząc że myślą o tym samym. Zaczyna spokojnie Koyoshi.

          -Będziemy chodzić w czteroosobowych grupkach jeżeli ci to nie przeszkadza. Reszta będzie się kryć. Kto idzie z małą?-to pytanie rzuca w stronę towarzyszy.

          -Ja idę!-zgłasza się na ochotnika Kimiko. Kiba walnął się otwartą dłonią w twarz. Najchętniej teraz by się ukrył, ale nie może bo obiecał lisowi że będzie się trzymał Kimi. Podchodzi do koleżanki ze zbolałą miną co wszystkich rozbawia.

          -W takim razie ja również.-rzuca Ino. Kankuro reaguje dokładnie tak samo jak Kiba co sprawia iż wszyscy wybuchają jeszcze głośniej śmiechem.


~*~
Witam witam :) Dziś jest... Nie wiem który xD Piszę z wyprzedzeniem. Przypominam raz ... Nawet nie wiem który :v Oczywiście piszę swoje tylko dlatego aby zachęcić was do komentowania. A więc komentujcie, obserwujcie, polecajcie. :) Dzięki i do następnego rozdziału :*

12.01.2015

[3]

      Hinata pakowała się i ostro myślała o tym co powiedział jej Kakashi. Że założycielką kolejnej zabójczej grupy jest jej krewna. Hokime. Do pokoju weszła jej siostra Hanabi i położył się na jej łóżku. Hinata nie miała siły, ani ochoty rozmawiać z nią dziś.

      -Jakiej rangi misja?-zapytała patrząc na mocno skupioną siostrę.

      -S.-odparła i wzięła plecak na plecy. Hanabi patrzyła na nią z niedowierzaniem.-Niestety nie mogę ci więcej powiedzieć. To informacje ściśle tajne. Przekaż tacie że go kocham i wrócę jak najszybciej.-kiedy skończyła pocałowała Hanabi w czoło i zniknęła.

      Pojawiła się na placu. Byli już prawie wszyscy z wyjątkiem Ino.

      Czekali na nią niecałe 5 minut. Yamanaka przyniosła informacje od Hokage z położeniem następnej 'ofiary'. Całe to szaleństwo ma być w wiosce chmur dlatego raikage nie wysłał nikogo na pomoc. Rozmowę zaczął Kiba.

      -Jak myślicie? Wrócimy jeszcze kiedyś do wioski?-zapytał. Wcześniej to pytanie nie przechodziło mu przez gardło. Teraz jednak wszystko się zmieniło.

      -Przestań być czarnowidzem Inazuk! Wrócimy wszyscy.-rzuciła Kimiko jednak sama po części w to nie wierzyła. Matabi również to czuł. Z jakichś niezrozumiałych dla siebie powodów lubił Kimiko. Była bardzo podobna do niego. Impulsywna, złośliwa, ale pomocna i rozważna.

       Kurama poruszył się niespokojnie. Naruto spojrzał na niego.

       - Co się dzieje?-zapytał Uzumaki siedzącego lisa.

       -Matabi chce się z nami skontaktować i... Shukaku? Niemożliwe.-rzekł z lekkim uśmiechem lis.

       -Przestań pieprzyć dziewiątko.-rzucił piaskowy szop siedzący w rogu. Na nim stała czerwonowłosa dziewczyna. Jej oczy zalśniły fioletowym odcieniem.

       -Shukaku! Uspokój się. Naruto, Kuramo, Kimiko, Matabi. Witajcie.-przywitała ich kunoichi z piasku.

       -Co się dzieje? Dlaczego chcieliście się spotkać?-zapytała Kimiko siedząc po turecku na głowie ogromnego kota o dwóch ogonach.

       -Musimy obgadać plan działania.-wyjaśnił bez namysłu Kurama. Naruto chciał coś powiedzieć, ale lis go wyprzedził.-Nie możemy wejść zrobić rozpierdol i wyjść. Wtedy połowa z naszych towarzyszy zginie, a tego nie chcemy. Chociaż... Możemy poświęcić Hinatę...

       -Gadaj swój pomysł głupi lisie.-pozostałe osoby w pomieszczeniu wybuchły śmiechem.

      -Zgadzam się z tym dzieciakiem.-zaśmiał się najgłośniej Shukaku.

      -Zamknij się!-wrzasnął lis, a wszyscy zamilkli.-Zacznijmy od tego że musimy chronić się na wzajem. Podzielimy się na dwuosobowe drużyny których będziemy się trzymać podczas walki. Naruto... Kurde. Wiadomo że z Hinatą. Ino najlepiej żeby poszła z Kankuro. Kimiko da radę upilnować Kibę, Koyoshi najlepiej żebyś poszła z Okime - wasze natury idealnie się skomponują - Suzaku z Danem, a Konan z Kizoko. Resztę się zobaczy w wiosce chmur. Wracajcie do 'wyprawy', a ja to przekażę ósemce i Bee.-zakończył Kurama nie czekając na sprzeciwy.

       -Pieprzony lis.-warknął Naruto zwracając tym samym uwagę reszty na siebie.

       -Pierwszy raz się z tobą zgadzam.-przyznała Kimiko. Reszta już wiedziała o co chodzi.

       -Co wykombinował?-zapytała Kiba.

       -Dzielimy się na dwójki moi drodzy. Nie rozdzielimy się, ale w ten sposób mamy atakować i bronić. Już nas podzielił... I nie wykłócajcie się z nim. Z nim nie da się wygrać. Co najmniej pogorszycie sprawę.-zakończył, a za niego zaczęła Kimi.

       -Hinata ty jesteś w grupie Naruto. Ino ty z Kankuro.-Kiba lekko się skrzywił, ale niczego nie komentował. Ino jedynie kiwnęła głową na znak zgody.-Kiba idziesz ze mną. Reszta jest 
już podzielona.-wszyscy kiwnęli głowami.

        -Aż takim zagrożeniem jest przeciwnik?-palnęła nagle Ino. Zanim jednak Naruto lub Kimiko zdążyli cokolwiek powiedzieć z odpowiedzią się wyrwała Hinata.

        -Jest cholernym zagrożeniem. Ma Buakugan'a i na dodatek zapieczętowanego w sobie demona. To nie zwykła przeciętna kunoichi... Na dodatek słabo wyszkolona... Wiem to ponieważ mój ojciec ćwiczył ją... Hokime była córką siostry mojej matki. Mój ojciec zgodził się trenować ją gdyż chciał przekazać jej władzę nad klanem. Mnie uznał za słabą, a Hanabi mu odmówiła.Nie miał się do kogo zwrócić... Została Hokime. Była lepsza nawet od Hanabi. Szybko się uczyła i do mistrzostwa opanowała swoje natury. Błyskawicy, wiatru i wody. Zaczęłam ją obserwować po wojnie. Była na niej. Widziałam jak wykańcza wszystkich bez najmniejszego skinienia. Kiedy sądziła że osoby podejrzane mogą być Zetsu po prostu ich zabijała z zimną krwią. Po wojnie zniknęła z Konochy i już jej nie zobaczyłam.-wyjaśniła, a na jej ramionach pojawiła się gęsia skórka.

        -Cholera!-warknęła Yamanaka.-Mało było wojny to jeszcze jedna zjebana grupka chcąca objąć władzę nad światem.-syknęła z jadem Ino. Wszyscy poparli ją skinieniem głowy.-Ciekawe jaką fuche dostała Wielkie Czoło i Kretyn...-rzuciła bezmyślnie blondynka.

        -Najpewniej misję pilnowania Anko. Kakashi dostał od mojego taty pilnowanie mamy podczas ciąży. Miała takie same wybuchy paniki co moja matka. Ciekawych rzeczy można się dowiedzieć od ludzi.-zaśmiał się cicho Naruto.-Chyba każda kobieta panikuje przed porodem.

        -Nie powiedziała bym.-podjęła rozmowę Hyuuga.-Moja matka była spokojna przez całą ciążę z Hanabi.

        -Moja matka podobno nie chciała w ogóle chodzić dziewięć miesięcy z brzuchem. Podobno ją to 'wkurzało'. Fajnie wiedzieć że byłem niechcianym dzieckiem.-zaśmiał się Kiba.

        -Proszę cię... Moja matka nawet mnie nie planowała. Nawet jej nie znam. Zostałam adoptowana przez ninja z mgły którzy nie mogli mieć dzieci. Po wojnie kiedy zginęli Mizukage wskazała mnie jako naczynie na Matabiego. Szkoda że ta cholera ciągle mnie wkurwia.-wypuściła głośno powietrze słysząc w swojej podświadomości lecące w jej stronę obelgi.

        -Moja mama miała za to całkiem fajnie. W końcu urodziłam się idealnie, a ona lubiła stan błogosławiony, bo mogła zawsze polegać na tacie.-uśmiechnęła się na wspomnienie ojca, po czym jej uśmiech zgasł. Z tego że była z tyłu sądziła że nikt tego nie zauważy. Bardzo się jednak myliła.

        -Dlaczego rozmawiamy o takich głupotach?-zapytała nagle Kimiko.

        -Gdybym wiedział.-wyschnęli wszyscy w tym samym momencie.


***

        W tym samym czasie w Konosze życie wędrowało zwykłym torem. No poza jedną istotną rzeczą... W gabinecie Hokage było pełno ludzi. Każdy z nich miał jakąś skargę dotyczącą jego żony. Pierwsza podeszła starsza pani Kanashire.

        -Drogi Hokage jeżeli usłyszę jeszcze jeden wrzask typu 'Zaraz zacznę rodzić lećcie po pomoc!'-próbowała nieudolnie naśladować głos Anko.-...zwariuję!-wykrzyczała i podniosła ręce do sufitu jak by w ten sposób Bóg miał jej pomóc.

        -Spokojnie Pani Kanashire. To nie potrwa długo.

        -Mam taką nadzieję!-rzuciła kobieta i wyszła głośno trzaskając drzwiami.

        Po trzech godzinach wysłuchiwania skarg miał ochotę się załamać. Trzy godziny wysłuchiwania jednej i tej samej rzeczy. Przy okazji wysyłać ninja na misje i myślenie nad tym jakich joninów przydzielić do dzieciaków z Akademii. Na celowniku miał Hinatę, Shino, Ino, Naruto i jeszcze innych którzy byli by w stanie dogadać się z dziećmi. Ponadto klasy z roku na rok były coraz większe, a joninów było cały czas tyle samo. Złapał się lewą ręką za głowę i oglądał papiery kolejnego ucznia. Była nim Akamiko Sumidare. Miała jak dotąd najlepsze oceny z praktyki jednak jej teoria wymagała ogromnej poprawy. Wpisał ją na listę Hinaty która miała świetnie 'obcykną' teorię. Drugi na liście był Obito Yamanaka. Szybko wpisał go na listę Ino. Trzeci był Aikomi Surano. Patrząc na jego oceny zastanawiał się przez moment dlaczego on nie jest jeszcze shinobi. Wpisał go na listę zarówno Naruto jak i Shino. Postanowił że co do tego dzieciaka będzie musiał się zastanowić dwa razy i sprawdzić jak prezentują się jego umiejętności. Trzecia na liście była Riniko Okanoya. Miała niezłe oceny z teoretyki, ale gorzej z praktyką. Bez namysłu zapisał ją pod kartą Naruto.

         Skończywszy na dziś pracę ruszył już opustoszałymi ulicami wioski. W głowie zrodziła mu się myśl o misji którą powierzył Hinacie, Naruto, Kibie i Ino. Wiedział że to dobrzy ninja, ale mimo to miał złe przeczucia. To samo tyczyło się Anko. Wiedział że nie wydarzy się to samo co w noc śmierci jego mistrza i narodzin Naruto, ale mimo to gdzieś w środku skręcał mu się żołądek ze strachu. Od zawsze był przeraźliwie optymistyczny, jednak w tym wypadku coś nie dawało mu spokoju. Wszedł do mieszkania. Z kuchni dobiegał fantastyczny zapach. Aż nie wierzył że ma takie szczęście. Dosłownie. Kiedy Anko dostawała się do kuchni trzeba było ewakuować wioskę. Mitarashi bowiem nie miała najmniejszego talentu kulinarnego. W przeciwieństwie do głowy wioski. Kakashi był fantastycznym kucharzem, jednak nie zawsze miał 'czas', aby gotować. Wyjątki robi jedynie kiedy Anko ma ochotę na coś zdrowego.

        Wszedł do kuchni. Przy kuchence stała Sakura, a Anko czytała jej przepis. Uśmiechnął się lekko.

        -Nie szczerz się tak.-rzuciła neutralnie i dalej cytowała przepis.

        -Dobry wieczór Kakashi-sensei.-przywitała się Sakura.-Skoro pan już jest ja mogę już iść.-zakończyła.

        -Sakura dziękuje ci za zaopiekowanie się Anko.-rzucił Hokage w chwili kiedy Haruno zamykała drzwi. Miał nadzieję że to usłyszał.

        -Co gotowałyście?-zapytał Hatake zakładając fartuch i zdejmując maskę.

        -Ciasto waniliowe. Skończysz je?-zapytał i objęła go ramionami wtulając w jego plecy swój policzek.

         -Oczywiście. I ty i Sakura nie powinnyście nigdy przekraczać progu kuchni.-lekko się uśmiechnął, a Mitarashi przez moment miała ochotę go uderzyć. Szybko jednak uznała że Hatake ma racje. Sama przyznawała iż nie jest pięciogwiazdkową kucharką.

         -W sumie racja. Obudź mnie jak skończysz ciasto.-rzuciła na odchodne i zniknęła na schodach.


***

          Shinobi z wioski Piasku przemierzali kolejną już rzekę. Wszyscy byli bardzo zestresowani misją jaką im powierzono. Jedynym pocieszeniem było to iż towarzyszyć im będzie wielu utalentowanych shinobi oraz ninja z zapieczętowanymi ogoniastymi bestiami. Koyoshi jednak czuła nadchodzące niebezpieczeństwo. Czuła iż stanie się coś złego. Shukaku również czuł się nieswojo z myślą iż ma za zadanie ochraniać dzieciaków z których lubił niewielką grupkę. Kankuro wysunął się na prowadzenie. W tym momencie Koyoshi jakby obudziła się ze snu.

         -Gdzie ci się tak śpieszy?-zapytała ruda i zrównała się z nim.

         -Naruto i reszta to moi przyjaciele. Chcę dołączyć do nich jak najszybciej zwłaszcza że mamy już wyznaczone grupy.-wyjaśnił, a dziewczyna uśmiechnęła się przebiegle.

         -Czyżby chodziło o Yamanakę Ino?-zapytała lekko mrużąc oczy.

         -Nie. Jest coś takiego jak męski kodeks, a według niego nawet gdybym był niej 'zakochany' to nie miał bym do niej prawa. Ale jeżeli chcesz wiedzieć dlaczego mi się tak śpieszy to już ci odpowiadam. Naruto kiedyś uratował życie Garry. Jestem mu winny przysługę. Poza tym to mój przyjaciel. Tak samo jak Kiba. Rozumiesz?-zapytał i spojrzał na nią.

          -Owszem. Jest coś takiego jak kodeks dziewczyn. Przez niego odpuściłam sobie ośmiu chłopaków.-wyznała i cicho się zaśmiała.

          -Niestety mam na oku kogoś innego jak Ino.-powiedział cicho i lekko się zarumienił co nie było zbyt widoczne mimo iż nie miał na sobie standardowego 'makijażu'.

          -To pewnie szczęściara.-rzuciła z ironią w głosie i przyśpieszyła. Nie żeby jej się śpieszyło, ale nie miała ochoty słuchać jaka to idealna musi być dziewczyna w której zakochany jest brat kazakage.

          -A podobno mi się śpieszy.-zaczął się śmiać szatyn.

          -Im szybciej trafimy tym lepiej. Shukaku chce jak najszybciej komuś wpierdolić, a w pobliżu jesteś tylko ty.-wykrztusiła próbując nie zadławić się śmiechem. Shukaku jednak nie wytrzymał i śmiał się jak nigdy. Kankuro udawał przerażonego, choć co chwila parskał śmiechem. Ogarneli się po jakiejś dłuższej chwili. Koyoshi w locie wykonała pieczęć przyzwania i po chwili na jej ramieniu pojawił się mały piaskowy szop.

          -Dziękuję że jestem taki mały!-zawarczał biju.

          -Nie ma za co. Ciesz się że w ogóle cię wypuściłam.-uśmiechnęła się pocieszająco, a zarazem chytrze Kunoichi.

          -Skończcie. Wygląda na to że już jesteśmy na miejscu.-rzucił Kankuro i wskazał ręką na znak oznajmiający dotarcie do wioski chmur.


~*~

Moi drodzy i kochani! Jak do tej pory to mój najdłuższy rozdział (chyba). Patrząc na to że piszę z wyprzedzeniem xD Jestem bardzo, ale to bardzo ciekawa co powiecie na temat 'potulnej' Anko, lub co możecie wywnioskować z 'rozmowy' Kankuro z Koyoshi. 

5.01.2015

[2]

          Kolejne dwa dni minęły spokojnie. Kiba i Naruto przez ten czas posprzątali altanę. Pomagał im Lee który nie chciał się od nich odczepić. Sasuke wziął od Hinaty listę z uczestnikami przyjęcia których było... Sporo. Sai zrobił śliczne zaproszenia które odrazu zostały porozdawane przez Naruto i Sasuke z pomocą Tsunade. Ino zajęła się kwiatami, a Hinata całą resztą. Musiała jeszcze załatwić tort, jedzenie i sake dla hokage. Zaproszeni zostali Kazakage, Raikage, Mizukage, Tsuhikage, Temari, Kankuro, i reszta ich przyjaciół. Niestety niektóre osoby nie mogły się pojawić. Hinata jednak zdawała sobie z tego sprawę. Swoje przybycie potwierdzili kage, Temari i Kankuro oraz Kiler Bee. Reszta nie miała jak się wyrwać. No cóż. Nie każdy ma szczęście.

          Ino wyszła z kwiaciarni. Właśnie przyszła dostawa bardzo rzadkich kwiatów z Kraju Wiatru. Były to różowe eukaliptusy. Było chyba z 50 skrzyń. Całe to przeniesienie ich zajmie z 2 godziny, a nawet dłużej. Blondynka westchnęła i zaczęła podnosić pierwsze pudło.

          W takich chwilach przydała by się Sakura pomyślała blondynka i poczuła że nagle pudło robi się lekkie, aż po chwili znikło z jej rąk. Spojrzała na swojego "wybawcę".

          -Dzięki Kiba.-powiedziała z uśmiechem.

          -Ta... Nie ma za co.-odparł.-Powaliło cię zamawiając tyle tego cholerstwa?-zapytał obejmując wzrokiem zamówienie.

          -Niestety, ale gdybym zamówiła więcej w kraju wiatru nie został by ani jeden płatek.-wytłumaczyła i otworzyła szatynowi drzwi.-A tak naprawdę to połowa skrzyń jest do przystrojenia altany i całej reszty. 25 pozostałych skrzyń idzie na sprzedaż.-wytłumaczyła.

          -Czyli mam przenieść tylko połowę tego?-zapytał odkładając pudło.

          -Nie. Weźmiesz całość. Trzeba to schować żeby Sakura się niczego nie domyśliła.-Inazuka westchną i wyszedł po kolejne pudła.

          Ino zaczęła sprawdzać cennik i inne tego typu rzeczy byle by zająć czymś umysł. Hinata miała dużo spraw na głowie i nie miała czasu posiedzieć u Ino. Dziewczyna przeglądała zeszyt aż w końcu rzuciła go w stronę zaplecza.

          -Ał! Ino nie dość że ci pomagam to jeszcze obrywam!-krzyknął Kiba masując miejsce w którym oberwał.

          -Nie przesadzaj. To tylko zeszyt, a krzywisz się jakbyś oberwał co najmniej cegłą.-rzuciła Yamanaka i popatrzyła w stronę dzikich niebieskich róż z południowej części kraju błyskawicy. Były bowiem to ulubione kwiaty jej ojca. Miała ochotę się popłakać, ale powstrzymała się. Poczuła rękę na ramieniu.

          -Co się dzieje?-zapytał poważnym tonem Inazuka.

          -Nic.-uśmiechnęła się sztucznie.-Pokaż jak mocno cię walnęłam.-chciała wstać, ale chłopak jej nie pozwolił i przykucnął przed nią.

          -Proszę bardzo. Dziewczyny tak oszukuj, ale mnie ci się to nie uda.-powiedział szczerze. Ino patrzyła na niego i niekoniecznie wiedziała co powiedzieć.

          Drzwi kwiaciarni otworzyły się. Do środka weszła Hinata z masą papierów. Spojrzała w stronę Ino i Kiby i miała ochotę szybko się wycofać.

          -Za późno.-rzucił Kiba i podniósł głowę do góry uśmiechając się do koleżanki.

          -Ah. Nie chciałam wam przeszkadzać.-granatowowłosa zrobiła się czerwona na twarzy. Ino uśmiechnęła się przebiegle.

          -Ta. Nie chciałaś...-westchnęła Yamanaka i gwałtownie wstała.-O co chodzi?-Kiba widząc tak gwałtowną zmianę nastroju Ino, aż podskoczył. Patrzyła jednak na nią cały czas podejrzliwie.-Kiba! Przeniosłeś te kwiaty?-zapytała blondynka.

          -Ta. Już po nie idę...

          Kiedy drzwi się za nim zamknęły dziewczyny siadły przy stoliku. Hinata rozłożyła na nim stertę papierów.

          -Te wszystkie papiery dotyczą pozwoleń i innych tego typu rzeczy. Zacznijmy od najważniejszego czyli informacji iż nie będziemy za głośno...-wyjaśniła i podpisała pierwszy papier po czym go podała również Ino.-Drugie idzie pozwolenie na sake. Trzecie...

           Tak przebiegły im trzy godziny podpisywania drobnostek. Niestety tak to jest jak urządza się imprezę w plenerze. Hinata w końcu odłożyła długopis i próbowała rozprostować palce. Ino za to tak bolał kark że przez pierwszą minutę nie mogła się wyprostować. Przez drzwi wszedł Kiba z ostatnim pudłem. Przeciągnęło mu się ponieważ Choui potrzebował pilnej pomocy.

             Hinata wzięła papierzyska na ręce. Westchnęła głośno.

            -Wybaczcie, ale muszę was opuścić. Muszę dostarczyć to do Hokage.-wyjaśniła i zniknęła za drzwiami.

            Kiba zajął jej miejsce na przeciwko Ino. No to teraz się zacznie, pomyślała Ino.

           -Teraz powiedz co cię trapiło przed przyjściem Hinaty.

           -Czy to rozkaz?-syknęła zła jego tonem.

           -Raczej sugestia.-stwierdził i się delikatnie uśmiechnął.-Powiedziałem ci wcześniej. Okłamuj dziewczyny. Ze mną ci tak łatwo nie pójdzie.

          -Chyba twoja głupota zakryła resztki zdrowego rozsądku. W końcu jestem cholernie szczęśliwa. Nie rozumiem o co ci chodzi.-warknęła coraz bardziej zła i osaczona.

          -No to zaczynamy od początku. Ino nie jestem psychologiem, ale nie wyglądasz za dobrze. Do stwierdzenia tego nie trzeba być geniuszem.-Ino patrzyła na niego nieobecnym wzrokiem. Chciała się odgryźć, ale zrozumiała że w ten sposób niczego nie udowodni. Teraz mogła mieć jedynie nadzieję że ktoś wejdzie.

         -Kiba... To nie powinno cię interesować. Jesteś moim przyjacielem, a nie chłopakiem.-te słowa zabolały Inazuke jednak nie dał niczego po sobie poznać.

         -Może nie jestem twoim chłopakiem, ale przyjacielem i jeżeli ja tego nie załatwię to dziewczyny.-Yamanaka prychnęła.

         -Nie zrobisz tego.

         -A chcesz się przekonać?


***

          Sakura szła ulicami Konohy. Ostatnio każdy o niej zapominał. Nie widziała nikogo ze znajomych. Jedyną osobą z którą rozmawiała była Karin i Kimiko. Kimiko była ninja z wioski mgły. Była ona bowiem niską blondynką o lewym oku niebieskim, a prawym złotym. po lewej stronie miała tatuaże które były oznaką pieczęci jaka na niej spoczywa. Miała w sobie bowiem zapieczętowanego dwuogoniastego, Matabi. Kimiko przybyła by być pośredniczką między Konochą, a wioską mgły. Poza tym nie umie się dogadać ze swoim demonem i Mizukage miała nadzieję że Naruto pomoże im się dogadać.

          Sakura weszła do apteki potrzebowała leków dla Ino która ostatnio miewała coraz częstsze ataki depresji. Nie umiała ciągle poradzić się ze śmiercią ojca. Wyjęła z szafy antydepresanty i wyszła na zewnątrz.

          -Sa... Saku... Sakura!-krzyczał zdyszany głos za nią. Różowowłosa kunoichi wyciągnęła kunai i wumierzyła go w stronę głosu. Był to odruch bezwarunkowy. Temari w ostatniej chwili złapał kunai.-Chcesz mnie zabić do cholery!-krzyknęła i rzuciła broń na ziemię.

           -Wybacz. Zostało...

           -Nieważne! Kaka... Hokage chce się z tobą widzieć!-wydyszała.-Możesz pobiec jeszcze po Naruto, Ino, Kibę, Hinatę, Sasuke i Kimiko. Ja zaraz padnę.

           -Jasne.-rzuciła i użyła klonowania cienia. Po czym wszystko jej klony pobiegły w inne strony. Prawdziwa Sakura pobiegła jednak do biura Kakashiego z lekami w ręku. Skoro miała misję z Ino to mogła jej to dać po drodze. Ko woli czuła jak klony znikają. W tym momencie kiedy była przed drzwiami gabinetu Hatake pojawiła się reszta. Bez słowa Haruno otworzyła drzwi.

           -Dobrze że jesteście. Mam dla was misję rangi S...-nagle zrobiło się dziwnie cicho. Z wyjątkiem Sakury i Sasuke. Dla was jest misja rangi A jednak moim zdaniem jest równie ważna. Zacznijmy jednak od S. Tak więc powstała nowa organizacja. Coś na kształt Akatsuki, ale są bardziej niebezpieczni.-Kimiko podniosła rękę, ale Kakashi mówił dalej.-Mają oni wszyscy zapieczętowani w sobie różne demony. Nie są to ogoniaste, ale inne typy demonów. Członków tej grupy jest 20. Każdy z nich ma niepowtarzalne umiejętności. Największym zagrożeniem jest jednak Hokime Hyuuga...-wszyscy spoważnieli momentalnie, a Hinata patrzyła z niedowierzaniem.-Hokime jak samo nazwisko wskazuje jest z Konohy. Jest również założycielką grupy. Jest najbardziej niebezpieczna i nieprzewidywalna. Ponadto ma zapieczętowanego w sobie demona nienawiści i cierpienia Koshumi. Jest to demon który umiejętnościami możliwe że przewyższa nawet ogoniaste bestie. Teraz przejdę do tłumaczenia dlaczego wybrałem was. Ino możesz wedrzeć się do umysły Hokime i wyniszczać ją powoli od środka, Kiba ty możesz ją z łatwością wytropić, Hinata znasz każdą wadę Byakugan'a i możesz to wykorzystać. Naruto. Ty masz Kuramę który posiada niewyobrażalne zasoby Chakry, poza tym podobnie jak Ino powinieneś umieć wedrzeć się do jej umysłu. A ty Kimiko zostałaś zaproponowana przez mizukage jako wsparcie. Inni Kage również zapewnili posiłki. Z Wioski piasku przybędzie Kankuro wraz z Koyoshi (w moim opowiadaniu po wojnie Shukaku został zapieczętowany właśnie w Koyoshi), z wioski kamienia Konan (tak ta Konan :3 ) i Suzaku, z mgły dodatkowo Dan, Kizoko i Okibe (siostra Kimiko).

              -Kiedy mamy być gotowi?-zapytał Kiba poważnym głosem.

              -Jak najszybciej. Grupa ta nazywa się Akuma (z japońskiego Demon). Chodzą piątkami i ich celem jest pojmanie wszystkich dzieci, dorosłych, czy staruszków z demonami. Wypompowują z takiej osoby demona, chyba że to małe dziecko i pieczętują je w przynależnych sobie osobach. Idźcie i wyruszajcie jak najszybciej!-zawołał, a wszyscy zniknęli w żółtym błysku.

              -A teraz sprawa do was.-rzucił do pozostałych Sasuke i Sakury.-Jak dobrze wiecie Anko jest w przed ostatnim miesiącu ciąży. Martwię się o nią zwłaszcza że ostatnimi czasy jest straszną panikarą. Tu wasz cel. Sasuke ty masz za zadanie ją chronić... A ty Sakura być blisko niej. Przez ten stres martwię się że poród może zacząć się z dnia na dzień.-wytłumaczył. Shinobi kiwnęli głowami.-Zależy mia na tym, abyście zaczęli jeszcze dziś. Ruszajcie! 

*****
Moi drodzy... Błagam bez zabijania mnie w komentarzach xD Wiem że misje rangi S przydzielane są ANBU, ale musiałam coś wykombinować, żeby akurat ta grupka trafiła na misję i mam nadzieję że jakoś logicznie to wszystko poparłam :) Komentujcie :D

Obserwatorzy